niedziela, 8 czerwca 2014

Rozdział 3 [7/x] Przejażdżka

Lato 1913 roku - rozpoczynamy naukę jazdy konno dziewczynek,na wsi moich rodziców . Maria bardzo to polubiła. "Konie są takie pełne elegancji. Te piękne proporce , rozwiane grzywy podczas biegu to kwintesencja piękna!" - tak uważała . Julcia nie czuje się zbyt dużej pewności. Wprawi się. Lipiec - Julia w końcu opanowała jazdę w dość dobrym stopniu.
30 lipca - Postanawiają wyjechać na przejażdżkę konną poza obszar wsi. Nie miałem nic przeciwko - w końcu są duże , ale pod jednym warunkiem - jadę z nimi.
Znajdujemy się na polanie koło lasu. Lepiej już wracać - za niedługo słońce zajdzie , ale nagle wyskakuje sarenka przed Marią. Koń się wystraszył i zrzucił ją z siodła. Upada na kamień. Nie rusza się.Pospiesznie zsiadam z konia , podbiegam do niej. Sprawdzam oddech. Jeszcze żyje. Czym prędzej zabieram ją i jej siostrę do domu. Jednak było już za późno. Żona i rodzice byli załamani. "Jak mogłem dopuścić do utraty drugiego dziecka ?"-krzyczał ojciec.

Po tym wydarzeniu zaczęli traktować Julię jak  porcelanową księżniczkę. Nie spuszczali oka z niej choćby na moment.  Upływają trzy lata. Ostatnie dziecko  wyrosło na cud natury - wysoka, zgrabna, kształtna, piękna dziewczyna. Odniosła wielki sukces - udało się jej spełnić marzenie jej i siostry - wyhodowała błękitną różę. Do ideału brakowało tylko jednego i najważniejszego elementu - radości, czegoś, czego nigdy więcej nie zagości w jej życiu. Uprzednio radosne, złote oczy zmatowiały, a z twarzy zniknął uśmiech. Aż do pewnego dnia.

niedziela, 11 maja 2014

Rozdział 3 [6/x] Dwóch to para, a trzech to tłok ...

Opiekunka bardzo mocno przeżyła utratę ojca. Cud ,że się jakoś poskładała do kupy. Jest zima i nie będzie mnie dłużej w domu. Uczeń mojej żony poprosił ją o dodatkowe lekcje , więc potrzebujemy więcej pomocy - na szczęście mamy Susan ! 30 stycznia 1901 r - umiera ich syn. Nie stwierdzono kto jest sprawcą  - wiadomo tylko , że było włamanie do domu i ktoś go zabił poprzez wstrzyknięcie spirytusu nierafinowanego do obiegu krwionośnego dziecka. W tym celu użyto strzykawki doktora. Jednak to nie mógł być on ,ponieważ wówczas on i jego żona byli w pracy. Podejrzenia padły na Susan. - miała świetny motyw - zemsta z powodu nieuratowania ojca to doskonały pretekst. Śledczy popytali jej sąsiadów ,czy ostatnio robiła coś dziwnego - pewna sąsiadka zeznała ,że widziała ,jak wnosi jakąś paczkę do domu , inny jeszcze zeznał ,że poszła do faceta ,który był już karany za drobne przestępstwa. W końcu udowodniono jej winę - pewnego razu doktor zostawił w domu torbę i poszła mu ją przynieść , uprzednio zabierając jedną ze strzykawek. Później kupiła na czarnym rynku spirytus i nóż do cięci szkła. Alkohol posłużył za truciznę , natomiast nożykiem upozorowała włamanie , poprzez wycięcie w oknie dziury , łudząco podobnej do normalnie wybitej. Nie pomyślała tylko o dwóch rzeczach - o ciekawości sąsiadów oraz o zdobyciu na własną rękę strzykawki. Poza tym plan obmyśliła doskonale - ona jest tylko opiekunką , ma bardzo dobre opinie. Chłopiec nic nie mówił , więc nikt nie mógł usłyszeć jego krzyku. Mogła go otruć kiedy dziewczynki spały. Plan godny Sherlock'a Holms'a . Kobieta trafiła do więzienia na dożywocie.
Utratę dziecka rodzina przeżyła w sposób godny osoby odznaczonej Krzyżem Wiktorii - nie robiła tego w sposób widowiskowy , by tylko pokazać ,jakim to jest się ubolałym po stracie drugiej osoby ,a w duszy liczyć na pocieszenie i rozgłos - oni cierpieli dla niego. Tym samym darzyli jeszcze większą miłością ich ocalałe córki. One same przyjęły postawę jakby postu. Postanowiły nie sprawiać problemu swoim rodzicom i grzecznie się uczyć. Pomimo tak młodego wieku zachowywały się bardzo dojrzale.
Natura obdarzyła je fascynującą urodą. Obie były podobne ,ale mimo to - w pewnym stopniu różne. Włosy Julii były barwy ciemnej ,mlecznej czekolady , dodatkowo miały tendencje do kręcenia się. Oczy odziedziczyła po matce - duże i złote , a także cieplejszą karnację. Maria była ,w przeciwieństwie do siostry, bledsza, z włosami czarnymi jak noc i prostymi jak druty. Patrzyła na świat poprzez szare , a zarazem inteligentne oczy. Gdy stały obok siebie ,wyglądały jak córki dnia i nocy.
Obie łączyły w sposób idealny piękno i inteligencję. Córka słońca kochała nad wszystko dwie rzeczy - taniec i muzykę , którym to oddawały się w każdej wolnej chwili. W szkole najbardziej lubiła historię i muzykę , mimo , że nie zawsze miała z nich świetne oceny. Siostra północy wdała się w matkę - pasjonowały ją malarstwo , rysowanie oraz robótki ręczne.  Ich wspólnym upodobaniem były kwiaty - te dwie znały o wiele więcej roślin ozdobnych niż wszystkie dziewczynki w ich wieku razem wzięte. Jednak i tutaj miały podziały między ulubionymi kwiatami - Julcia preferowała tulipany i słoneczniki twierdząc , że rozjaśniają ogród i przyciągają uwagę przechodniów. Maria stawiała na elegancję - według niej róże oraz hortensje były o wiele lepsze od kwiatów swojej siostry - "Dom jest miejscem ,gdzie człowiek powinien wypoczywać. A najlepszy wypoczynek przynoszą widoki łagodne i subtelne - a więc hortensje i róże." - tak kiedyś powiedziała. Lubiły ze sobą w tej dziedzinie rywalizować. Kiedyś nawet założyły się , że wyhodują niebieską różę.

sobota, 10 maja 2014

Rozdział 3 [5/x] Sloth'owie

Muszę się stąd wydostać. Okno. Któreś nie może być zamarznięte - inaczej bym się udusiła. Nie idę do tego pokoju z "niespodzianką". Weszłam do pokoju obok. 
Sypialnia była czysta. Ściany pomalowano na jasno-karmelowy odcień ,podłogę wyłożono białym drewnem. Od strony okien stało łóżko z nienagannie białą pościelą w pąki jeszcze nie rozwiniętych kwiatów. Na komodach stały eleganckie , złocone lampy z frędzelkami u końca klosza. Po lewej i po prawej były drzwi - z czego jedne to na pewno łazienka. Drugie to może gabinet ?  Poza nimi ,w pomieszczeniu stała komoda , a na niej dwie czarne i jedna błękitna róża oraz trzy krwistoczerwone, zapalone świeczki. Nad nimi, na przyległej ścianie, wsiało lustro. I to był cały pokój. Okna były oczywiście zamarznięte. Postanowiłam przejść do jednego z pokoi. Wybrałam te po prawej.
Faktycznie, to był gabinet - mały, bo mały, ale jest. Pokój był mały i urządzony w tym samym stylu co sypialnia . Znajdowały się tutaj biurko z otwartą książką, sztaluga z zakończonym obrazem oraz torba z krzyżem medycznym.  
Najpierw spojrzałam na księgę , która okazała się pamiętnikiem pana domu - John'a Sloth. Na pierwszej stronie dowiedziałam się ,że był on lekarzem . Mieszkał on w Londynie wraz z żoną Angelą. Wychwala przede wszystkim jej upór w samodzielności - o to, że stara się sama zarabiać jako guwernantka języka francuskiego i matematyki. Mniej więcej w połowie swoich zapisków , czyli 26 lutego 1897 r , wspomina o cudownej wiadomości - zostaje ojcem trojaczków - syna Sylwestra oraz dwóch córek - Julii oraz Marii. Jednak szybko odkrywa wrodzoną wadę Sylwka - jest niemy. Mimo to ,rodzice go kochają. 28 października 1898 r zaczynają się problemy finansowe ,a zarobki ojca już nie wystarczają. Do akcji wkracza matka ,która reperuje dziurę w budżecie rodziny. Jednak ktoś musi pilnować dzieci ,a rodzice małżeństwa mieszkają w Walii. 11 grudnia tego samego roku zatrudniają opiekunkę do dziecka - Susan Vettande. Określa ją jako bardzo miła kobietę ,która zna się odrobinie na medycynie i gotowaniu - słowem opiekunka idealna. Ma dystans do siebie i innych , bardzo lubi dzieci  , a one ją. 24 grudnia - ojciec Susan umiera z powodu gruźlicy ,a lekarzem był pan Sloth.

piątek, 9 maja 2014

Rozdział 3 [4/x] Potrzebuję APAP'u ... i czegoś jeszcze

Leżałam w tym samym łóżku ,jednak przytulanka ,z którą zasnęłam , zniknęła. Byłam przykryta szarym kocem. Odkrywam się i nagle czuję uporczywy chłód. Co się dzieje ? Niech mi nikt nie mówi ,że ta  torba tutaj weszła ., jak mogła tutaj wejść ? Dom jest zamarznięty. Teleportacja ? Nie ,to nie są filmy Sci-Fi. Podeszłam do domku dla lalek ,by przypatrzeć się , o dziwo ,znajdującym się tam żołnierzykach ,które w najlepszym czasie, jak gdyby nigdy nic ,ucięły sobie krótką przerwę od służby wojskowej. A obok nich ... strzykawka. Brrr . I była dodatkowo pełna CZEGOŚ , nawet nie chcę wiedzieć czego.
Samoistnie zamknęły mi się powieki oczu. Jak przez mgłę ,mam wizję ... człowiek w upiornej masce klauna , ze strzykawką , nad łóżkiem dla niemowląt.. Drugą ręką klaun łapie dziecko za ramię ,by dać mu zastrzyk ... o Matko ... niech ktoś mu pomoże , teraz !
Właśnie otworzyłam powieki i wizja ustąpiła. Na szczęście . Czułam ,jakby mi ktoś wbijał igłę w oko ... dlaczego tam było cicho ? Wszystko co dotąd widziałam , miało "oprawę dźwiękową" ,ale tu tak nie było ... a dziecko powinno ryczeć. Ruszało się ,więc żyło.
Mój wzrok padł na ślady farb na ścianie. Po bliższym przyjrzeniu się zobaczyłam ,że to były odciśnięte ślady rąk dziecka. Zaczyna mnie boleć głowa . Widzę trójkę dzieci : dwie dziewczynki i chłopca. W tym samym wieku , więc chyba trojaczki ... aach ,ból zwiększa na sile ... potem zostały dziewczynki ,później jest jedna  ,następnie widzę inną ,ciemnoskórą . Em ,tak to ta z barankiem. Jest noc i ktoś kopie dołek , a obok niego leżą trzy ciała ... cholera ,ten dom to jakiś psychiatryk ,a ja się do niego nadaję.Koniec.
Sceny się skończyły. Muszę z tego pokoju wyjść. TERAZ. Otwieram drzwi ,wychodzę na korytarz ,a na jego końcu ta kobieta ... och , to już za dużo. Jest przy drzwiach , otwiera je i gestem wskazuje ,bym do tego pokoju nie wchodziła ,sama jednak znika za drzwiami. Jeszcze chwila i to ona otrzyma tytuł normalnej w tym lodowym piekle ,bo robi się tutaj coraz zimniej.

niedziela, 4 maja 2014

Rozdział 3 [3/x] Rodzinna zabawa

Ciepło delikatnie muskające moją skórę. Zapach herbaty i kwiatów. Muzyka. I wspomnienia.
Ocknęłam się w ogrodzie , siedząc na białym, plastikowym krześle. Na tą myśl przypomniała mi się babcia w ogródku - czy ja jestem aż tak stara ? Było południe , a mnie otaczały stada róż, których liczba , i wielobarwność , była przytłaczająca. Razem tworzyły czerwono-biało-złote obozowisko. Ja sama , wraz z znajdującym się obok mnie stolikiem z filiżankami i dzbankiem do herbaty , byliśmy tuż przy granicy kwiatowego płotu. Poczułam , że coś po mnie chodzi. Gwałtownie się poruszyłam i okazało się ,że to był jeden z licznych białych motyli. Nienawidzę owadów.  Kilka metrów ode mnie leżał koc w czerwono-białą kratkę , na nim zaś  kosz piknikowy. 
Dopiero po chwili zauważyłam dwie rzeczy : po pierwsze , że ten samozwańczy przeze mnie obóz był ogrodem przylegającym do tego nawiedzonego domu , z tą różnicą ,że mieszkanie było zadbane - okna umyte , a dach załatany. Drugim , jeszcze większym odkryciem , był fakt ,że poza tym budynkiem , były inne , podobne do niego ! Na zewnątrz ludzie odpoczywali  - jedni grali na instrumentach , inni spali na słońcu , gospodynie domowe opiekowały się ogrodem , dzieci bawiły , sąsiadka obok nawet tańczyła. Po ich ubiorze  sądzę ,że to były czasy koło osiemnastego wieku. Nikt nie zwracał na mnie uwagi. Nie jestem chyba tak stara ,że jestem już martwa , a to ,co tutaj teraz siedzi , to mój duch ? 
Akurat teraz wyszli gospodarze nawiedzonego domu - wysoki mąż i żona podobna do mojej matki. Za rękę trzymała ją mała dziewczynka w zwiewnej , jasnej sukience. Malutka trzymała pluszaka-baranka. Cała trójka miała ten sam kolor skóry , co ja.
Rodzina poszła usiąść przy kocu ,ale córka widocznie nie chciała jeść. Wstała od pikniku i zaczęła chodzić po ogrodzie . Znudziło się jej chodzenie , to zaczęła biegać. Musiało jej to sprawiać radość. Zobaczyła motyla - postanowiła go gonić. Pościg trwał aż do momentu ,gdy zapatrzyła się na niego i uderzyła w stół , obok którego siedziałam. Z taką siłą w  niego wbiegła ,że aż go przewróciła ,tłukąc zastawę. Na ten dźwięk opiekunowie wstali.
 Mężczyzna pośpiesznie zabrał ją do domu , gospodyni natomiast starała się opanować powstały bałagan. Poszłam za nimi aż do kuchni ,a tam panowała atmosfera jak przed burzą - niepokojąca cisza i spokój , mimo tego można tam było wyczuć napięcie."Tatulek" wziął od dziewczynki baranka ,nawet nie patrząc ,czy coś nie stało się dziecku. Zaczęła płakać ,jednak to to go nie obchodziło - jedynie poszedł na górę i prawdopodobnie schował misia. Matka , po ogarnięciu ogródka weszła do kuchni. Zobaczyła płaczącą córkę - powiedziała bez emocji "Uważaj na przyszłość " i dołączyła do męża. Kiedy znikła z pola widzenia , mała wyszeptała "Mamusiu ,tatusiu ,nie zostawiajcie mnie." i upadła na ziemię , cicho szlochając. I w tedy wspomnienie się rozmyło ...

niedziela, 27 kwietnia 2014

Rozdział 3 [2/x] Piętro

Nie miałam co tam tak stać - czas mnie goni ! Muszę zajrzeć do tych pokoi. 
Wybrałam najbliższe drzwi - to i tak jest teraz bez różnicy. Nie były one wyjątkowe - zwykłe ,drewniane drzwi. Za nimi był pokój dla małego dziecka , ale dla dość ... ciekawego. Pomieszczenie , w przeciwieństwie do reszty, było dość ciemne - brudno granatowe ściany , poplamione farbą - wyjątkiem była lampka na kojcem dziecka. Podłogę pokrywał ciemnofioletowy dywan , upstrzony od odcisków dłoni. O dziwo nie było żądnego żyrandola , ani jakiejkolwiek lampy sufitowej. Wszędzie , absolutnie wszędzie leżały zabawki - pluszowe misie , kucyki , żyrafy ,tygryski , do tego ze trzy domy dla lalek, nie pomijając całej armii samych lalek. Nie muszę wspominać o kartonie na klocki LEGO ... dopiero dość sprawny obserwator byłby w stanie zauważyć rzeczy dość dziwne , a nawet straszne ,jak dla dziecka - a mam na myśli normalne , szpitalne igły , szmaty brudne od krwi , a nawet nóż. 
"Co oni robili temu dziecku ..."
W jednym z rogów stał kojec dla niemowlaka w kształcie koła. Wykonano go z metalu pomalowanego na biało , materac miał ten sam kolor. Na szczęście , był czysty. Czyli niemowlę było pod jednym względem całe .... Nad kojcem zostało przybite prześcieradło w taki sposób , że tworzyło daszek nad dzieckiem. spod niego wydobywało się blade światło - wisiała tam lampka w kształcie uśmiechniętego księżyca. Towarzyszyły mu srebrne gwiazdki , które migotały jak prawdziwe. 
Po drugiej stronie pokoju było łóżko dla jednej osoby . To było już zakrwawione. Prześcieradło , dla kontrastu , poza plamami , było różowe w owieczki , co dawało wyraźny sygnał ,że to było łóżko dziewczynki. Leżała na nim uśmiechnięta owieczka. Gdy tylko ją zobaczyłam , poczułam potrzebę ,by ją wziąć. Ogarnął mnie tak wielki smutek , że chyba tylko ona mogło mi go zaspokoić.
Podeszłam do łóżka , usiadłam na nie , przytuliłam pluszaka i zaczęłam płakać.

Rozdział 3 [1/x] Chłód

Obudziłam się w salonie , kiedy w kominku płonął wesoły płomień . Mój zegarek wskazywał godzinę 5 nad ranem .Teraz miałam okazję wypróbować kanapę - miękka , wygodna , czyli doskonałe miejsce na ucięcie sobie stuletniej drzemki . Albo wzięcie dobrej książki w zimowy wieczór , popijając to wszystko czekoladą ... cudowne uczucie. Jednak od mojego wyobrażenia dzieliła mnie jedna ważna rzecz - i nie jest nią czekolada. Czułam zagrożenie ze strony tej kobiety ... 
lepiej uciec z tego domu. Nie wiadomo ,może to jakaś psychopatka lub pedofilką .  Nawet gdyby była klaunem , nie zmieniłoby to sytuacji . Dobra , pora wstać i wyjść. Tak też ,rzecz jasna ,uczyniłam. Nie potrzebuję do takich rzeczy zaproszenia . Podchodzę do drzwi , łapię klamkę i gwałtownie odsuwam rękę . Ona była lodowata do tego stopnia , że aż parzyła .
"Co to ma być ? Jakieś żarty ? Ja się bynajmniej nie uśmiałam ." W tym momencie całe drzwi pokryły się grubą warstwą szronu . 
"Em ... jest jesień ,ale bez przesady . Nie chcę tu zginąć ! Jeżeli nie mogę wyjść normalnie ,to wyjdę oknem. Nie jest wysoko , dam radę . "
I tu przeżyłam jeszcze większe zdziwienie - obszedłam każde okno i każde z nich było pokryte lodem - tak dużą warstwą ,że nawet światło nie było w stanie się przez nią przebić.  To nie było na pewno normalne . Czyli Paranormal Activity nie kłamało ? Hmm ... moim jedynym wyjściem może być wejście na górę oraz modlenie się ,aby tam okna nie zamarzły i bym nie spotkała tamtej wariatki.

Patrząc z dołu , górne piętro nie zachęcało do odwiedzenia go - a przynajmniej sugerował to brak światła. Uprzednio upewniłam się ,czy na dole nie ma żadnego włącznika i , oczywiście , go nie było ! Bo to jest takie logiczne ,by nie dać tak prostej rzeczy na parterze ... brzmi jak jakiś durny , niskobudżetowy horror ,ale w realu , i to w takich okolicznościach , nie wygląda tak zabawnie. Wchodzę na pierwszy ( i to ten najgorszy ) stopień , po czym rozległ się typowy skrzyp. Utrzymując spokój , dotarłam na górę. Hol , dzięki Bogu , nie był bardzo długi , toteż bezproblemowo znalazłam włącznik światła. Wraz z tym cudownym pstryknięciem , cały korytarz zalał się przyjemnym światłem ,które mogło tylko cieszyć . Pomieszczenie było kolorystycznie identyczne do przebieralni . Poza tym , na ścianach wisiały złote kinkiety i trzy obrazy - jednak wszystkie były szare.  Po lewej stronie od schodów majaczyło troje drzwi . Czyli tutaj mieszkała rodzina z dwójką dzieci , albo z dziadkami , rodzicami , i jednym dzieckiem . Ale to były szczegóły ,w porównaniu z tym , że na końcu korytarza było okno ! Dodatkowo chyba nie było zamarznięte ! Przebiegłam bezmyślnie cały korytarz , dotarłam do upragnionego obiektu i ... o dziwo  , ucieszyłam się. Z tego miejsca miałam widok na ogród ,a właściwie ,to na jego koniec. A w nim stała ta kobieta ! Cudownie ! Ona tu nie wejdzie , chyba ,że opanowała teleportację . Patrzyła  na ten dom z siłą arktycznego mrozu - czułam to ,mimo ,że nie spojrzała się na mnie ani razu . Czego może ona chcieć od tego budynku ? Żeby się rozpadł ?
W tym momencie całą szybę pokryła ta sama skorupa lodowa. Czyżby ten dom zamarzał przez nią ? Jest czarodziejką czy jak ?!

środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 2 [6/6] ... nadzieja zawodzi

Na drugim końcu korytarza stał typowy , czarny fortepian czekający tylko ,aż ktoś dosiądzie tego ciemnego rumaka i wydobędzie jego potencjał. Tuż obok niego stał ogromny regał , wykonany z , cóż to za zaskoczenie , drewna o barwie gorzkiej czekolady. Na każdej półce stały książki oprawione w skóry ,ze złotymi tabliczkami ,na których widniały tytuły tych lektur. Cechowała je bardzo duża różnorodność - jedne były nowe , jakby dopiero co oprawione ,na innych czas zaznaczył swoja obecność - prawdopodobnie ,gdybym je otworzyła ,poczułabym ten miły zapach starego papieru.Obok regału był kolejny łuk - ten prowadził do kuchni. 
To miejsce przywodziło mi na myśl lata 80-90. Co prawda pewne elementy zostały zaczerpnięte z salonu , np. drewniane szafki i inna zapuszczona roślinka w koncie , ale miała ona w sobie tą ... radość. Te krzesła bez poduszek , obrus w czerwono - białą kratkę , na środku stołu miska z owocami , czarno - białe kafelki , przywodzące na myśl parkiet taneczny w klubie disco ... czuję aż euforię , z powodu tego miejsca ! 
"Brrruuuur" 
"Co to ? A , to mój brzuch. jeszcze nic nie jadłam. Nie mam jedzenia ... a miętówką się nie najem."
 W tym momencie mój wzrok padł na miskę z owocami.
"Właściwie ... co mi szkodzi ? I tak tu nikogo nie ma. "
Wzięłam jabłko ,ugryzłam i stwierdziłam , że jest niedojrzałe. Biorę pomarańcz ... to samo. Nie muszę mówić ,że z bananem i śliwkami było tak samo. Lekko zirytowana wyrzuciłam je i pomyślałam o ...
"Lodówka." 
Wielkie było moje zdziwienie i rozczarowanie nie widok pustej lodówki.
"No trudno."
Cofnęłam się do salonu , i ... zamarłam. Tutaj koś jest. To jest chyba kobieta . Stoi do mnie tyłem , i mnie nie widzi.
"Dobra ,mogę mieś jakieś szanse w walce z nią. Jak się na mnie rzuci ,to mogę pobiec po nóż ... jest bardzo blisko mnie. Uda mi się." 
W tej chwili postać odwraca się , i ...
- Co do ... - wymsknęło mi się.
Ta kobieta była taka sama ,jak ja - tyle ,że była ... koścista. To znaczy ,nie ,nie była kościotrupem ,ale kości były u niej bardzo widoczne ,pomimo tej dziwnej sukni. A suknia była bardzo ciekawa - długa , barwy gołębiej i bez ramion. Do górnej części , w miejscu ,gdzie teoretycznie powinny zaczynać się rękawy , doszyto liczne perły. Poza tą dekoracją ,przód i tył były ubogie. Dolną partię pokryto misterną , srebrną "mgiełką" ułożoną w nieładzie. Gdzieniegdzie , od bioder w dół , zwisały linki , a na ich końcu doczepiono szklane kule ,a w nich znajdowały się białe pióra.
Postać nie miała groźnego wyrazu twarzy ,ale z oczu promieniowała wrogość , gniew i chłód.
W pewnym momencie postać zaczęła krzyczeć ,czy raczej artykułować wysokie , wręcz mechaniczne krzyki. Wprawiło to mnie w osłupienie - na tym jej zależało. Zaczęła unosić się , jak marionetka na nitkach , nad ziemią i poleciała w moją stronę .
"To koniec." - pomyślałam. 
Wtedy zemdlałam drugi raz.

Rozdział 2 [5/6] Nareszcie spokój ...

Lustro ... to mi przypomniało ,że chyba się wam nie przedstawiłam ,a przy okazji nie umyłam. Jestem średniego wzrostu młodą kobietą z lekką nadwagą. Moje włosy są czarne i długie aż do pasa. Normalnie lekko je kręcę ,ale dzisiaj nie miałam czasu. Twarz mam okrągłą , z dużymi , migdałowymi oczami o lekko opadających powiekach. Pomiędzy nimi wyrasta moja zmora - nos. On zawsze wydaje mi się zbyt duży ,ale inni temu zaprzeczali twierdząc , że dodaje mi uroku. Cera mam ciepłą ,przyjemną barwę kawy z odrobiną mleka .
Nocne biegi pozostawiły swoje ślady - miejscami oblepiały mnie liście , a mój nowy , granatowy top był podarty ! Dżinsy obdarły się ciekawie - w sposób dzisiaj modny. Mimo to i tak nadają się do wyrzucenia. A o brudnych butach nie wspomnę ...

Jak wcześniej wspomniałam ,z przebieralni był bardzo dobry widok na salon - a było na co patrzeć. To pomieszczenie idealnie pasowało do wyobrażenia przytulnego , rodzinnego domu , w którym aż chce się żyć. Serce domu miało kształt litery L , z niezbyt szerokimi hebanowymi schodami. Podłoga było wykonana z , bodajże , sapella , dodatkowo domatorzy pokryli ją licznymi biało-brązowymi dywanami ,na których wyhaftowano ptaki. Ściany przeplatały bardzo jasne zielono-łososiowe , pastelowe paski ,które dla odmiany , łamały ciepło poprzedniego pomieszczenia. Nie obyło się bez kominka w rogu. To był mój ulubiony rodzaj komina - ceglany ,z elementami wykonami z piaskowca. Miał nawet półeczkę ,a na niej dwie ramki bez obrazków i doniczka z rośliną. Właściciele dali jej bardzo dużo swobody - rosła tak dziko ,że oplatała niemal cały narożnik. Jednak i tutaj nie wiedziałam , co to za kwiat.  Twórca wyrył na palenisku liczne pędy roślin , które kończyły się pąkami. Wokół paleniska ustawiono eleganckie ,ciemne sofy ze szkarłatnymi poduszkami ,które wręcz wołały ,by się do nich przytulić. W wykuszu , który był przy zakręcie L ,zorganizowano mini-szklarnię. Podejrzewam ,że rosną tam jakieś krzaki owocowe i przyprawy.

niedziela, 20 kwietnia 2014

Rozdział 2 [4/6] Rezydencja

Obudziłam się w tym samym miejscu. Na szczęście. Ten moment był bardzo podejrzany. Chwila ... coś usłyszałam. To wilki. Nie miałam wyboru ,musiałam uciekać. 
...
Biegnę przez las ,mijam polany ,od czasu do czasu niższe drzewa , ale nie umiem się wspinać.  Jestem chyba tamtą dziewczynką ... Chwila ... czy tam jest ... dom ? O holender , ale szczęście ! Modlić się aby drzwi były otwarte. "Jestem blisko ,już tak niewiele mi brakuje !" 
Z tej odległości mogłam zauważyć zniszczoną błękitną willę ,w stylu wiktoriańskim. Po lewej stronie od drzwi ,znajdował się wykusz , prawdopodobnie niegdyś świetnie oświetlony za sprawą wielu okien. Teraz jednak stracił swoją świetność - miał , u swego szczytu liczne dziury , a okna zostały zabite , chyba w pośpiechu. Z ogrodu ostał się płot. Prosty ,biały ,miejscami porośnięty ,jakby natura próbowała go ukryć. Dach chyba najbardziej z tego wszystkiego ucierpiał . Liczne dziury odsłaniały belki , które były widocznie spróchniałe  Dotarłam ,a drzwi otwarte ! teraz tylko zamknąć  i ... udało się. Bezpieczna. 
Znalazłam się w małym holu-przebieralni. Gość wchodząc tutaj ,miał bezpośredni ,rzekłabym ,że nawet doskonały widok na salon. Cały przedsionek zastałam ,w przeciwieństwie do dachu ,w dość dobrym stanie - podłoga wykonana z kremowego drewna , a ściany miodowe , jakby jakaś pszczoła przyleciała tutaj i przeprowadziła co niedawno remont. Lewa ściana była przeznaczona na wpół rozsuniętą szafę , która pękała od ilości żakietów i kurtek. Część bezwładnie opadało na wysuniętą poniżej szufladę. Tą natomiast przeznaczono na buty - poczynając od małych w kropki ,kończąc na na dużych i eleganckich. Wewnątrz szafy wisiały kapelusze na każdą okazję , a także rękawice i długie szaliki . Prawa strona została zarezerwowana dla dużego ,okrągłego lustra , oprawionego srebrną ramą w kwiatowe pąki. Pod nim stał koszyk z zielonymi jabłkami i konwaliami. Stał tam nawet dzban na wodę ,niestety , pusty. Sufit , pomalowany  w tradycyjną biel , ozdabiał jedynie kandelabr na żarówki , wykonany ze złota. Nie wiem jak ,ale jakoś świecił. Być może właściciele mieli tutaj generator .

sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział 2 [3/6] Błękitny cosiek

Wypadek chyba nie obył się bez uraz - zaczyna mnie boleć głowa ,o zawrotach już nie wspomnę. 
...
 "Już nie mogę ... jak nie przystanę gdzieś na moment to zemdleję. Chwila... czy gdzieś tu ... nie ..." Słuch mnie nie mylił - to płakało dziecko. Teraz z mgły wyłoniło się świtko-podobne stworzenie . Jednak świetliki nie świecą mdło-niebieskim światłem . To coś usiadło na ziemi i zmieniło otoczenie.

Zamiast lasu znajdowałam się w łazience. Całe szczęście ,że nikogo tu nie było. Nie planowałam tu zabawić długo ,więc czym prędzej ruszyłam na zewnątrz. Łazienka była , w porównaniu do tego , gdzie się znajdowała , małym zaskoczeniem ,a mianowicie - na placu cyrkowym. Na terenie festiwalu było wielu ludzi ,ale jedno miejsce szczególnie przyciągało ich uwagę. Musiało to być naprawdę małe ,bo każdy patrzył na cosia z góry. Podeszłam do tłumu gapiów i zobaczyłam małą , ciemnoskórą dziewczynkę ,która bała się wejść na miejsce pokazu , kurczowo trzymając się automatu do gry , podczas gdy rodzice próbowali ją przekonać ,że klauni to fajni ludzie. Znam to uczucie. Chcą cię zabrać gdzieś ,gdzie się boisz wejść . Ale nie , ktoś ma inną wizję  i swój strach musisz ukryć pod maską radosnej i podekscytowanej osoby.
 Akcja toczyła się jeszcze dziesięć minut. Po tym czasie czara się przelała. Rodzice zabrali ją za ubikacje. I to nie mogło obejść się bez komentarzy ludzi ,typu : "Biedne dziecko." , "Mała jest za bardzo rozpuszczona." czy "Dostanie paskiem i będzie święty spokój." . Musiałlam pójść zobaczyć ,co się stanie z dziewczynką. Dobrze myślałam. Za kulisami ojciec bił małą po tyłku ,matka natomiast krzyczała na nią "Tyle razy ci mówiłam ! Dlaczego nie zastosujesz się do moich próśb ? To za trudne ?! Ty chyba niczego nie potrafisz !" . Biedulka na przemian mówiła "Tatusiu ,nie rób ! Tatusiu ,mamusiu ,przeprasiam ! " Mamusiu , prosie , nie krzyc ! Poprawię się , tylko ... ". Nie dokończyła. To widać zaspokoiło opiekunów. Odczekali ,kiedy znikną ślady po płaczu i ruszyli na pokaz. Właśnie wtedy wizja , dosłownie , się rozmyła.

Rozdział 2 [2/6] Mistrzyni kierownicy

"Jestem mistrzem kierownicy i trzeźwej oceny sytuacji" Gdybym wtedy zahamowała , już dawno byłabym u rodziców. Przynajmniej jest w miarę jasno ... chociaż mogłoby nie być tej mgły. Zobaczę pierwszą lepszą sarenkę i padnę na zawał.

"To nie był najlepszy pomysł" - stwierdziłam - "jestem cała mokra. Całe szczęście ,że szłam prosto ..." - urwałam w momencie ,gdy usłyszałam ryk . "Nie , nie , nie , błagam ,tylko nie wilki czy coś !"
Nie pozostawiło mi to innego wyboru - muszę uciekać.

 Biegłam długo , gdziekolwiek , nie wiem nawet ile . Siły w nogach mi nie brakło ,ale i tak dźwięki się nie oddalały. Mgła gęstniała ,ale mnie to nie obchodziło. Życie jest ważniejsze niż jakaś durna chmura. 

W pewnym momencie znowu zapanowała cisza.  I to mnie chyba najbardziej przeraziło. Słaba , sama w lesie , coś mnie goni . Z drugiej strony jest to DUŻA odskocznia od tego ,co mnie czeka na zewnątrz ...
-Boże , dlaczego mnie to spotkało ? Co we mnie dzisiaj wstąpiło ?
Nie wiem , po co ja tak powiedziałam - już od dawna nie wierzę w Boga ... Nie istnieje taka istota jak Bóg. Dlaczego jest na świecie zło ? Dlaczego Bóg jeszcze nie sprawił ,że ludzie są tylko dobrzy i przestrzegają jego prawa ? To jest chyba wystarczający dowód.

Rozdział 2 [1/6] "Długa" podróż

Do moich rodziców jest z pół dnia drogi - uroki życia na wsi. Ale to jest sytuacja kryzysowa. 

Ciemno , samotność , jazda na autostradzie wyrytej przy górze ,a pode mną las - normalnie uwielbiam takie przejażdżki . Ta była wyjątkiem . Tyle się tego dnia wydarzyło ... zdrada Miki ,zerwanie z Markusem ,utrata pracy ... to za dużo emocji ,jak na jeden dzień. Co powinnam zrobić ? Jaki dostanę zawód za moje wykształcenie ? Czy mój chłopak mi wybaczy ? ...

- JELEŃ !!! - krzyczałam na całe gardło. Zaczęłam niekontrolowanie kręcić kierownicą do tego stopnia , że zleciałam z klifu. Cudownie. Coś jeszcze do tego ?
...
Ocknęłam się , niestety - nie w mojej sypialni ,a w rozbitym aucie ,leżąc na wraku poduszki powietrznej. Czy mój zegarek działa ? Poza zadrapaniem jest cały. Tata postarał się z tym prezentem.
Wskazuje ... 11 w nocy. Zbierzmy informacje - jestem sama ,w lesie ,z rozbitym samochodzie , bez sygnału , jedzenia ani picia. A ,i z odszkodowaniem dla właściciela. 
Co jest użyteczne ? Posiadam ... zapalniczkę. Gdzieś tutaj jest chyba koc i apteczka. Nie zapominając o oddanym zegarku. Koniec. Dobra , jest w  miarę bezpiecznie ? Na to wygląda. Wyszłam jakoś z tego przeklętego wozu . Jestem chyba cała ,przynajmniej nic mnie nie boli. Teraz chciałabym wyjść z tego lasu. O wspinaczce nie ma mowy za wysoko ,i to w dodatku bez zabezpieczeń. Na pomoc nie mam za bardzo co liczyć - istnieje bardzo małe prawdopodobieństwo ,że ktoś akurat tutaj zajrzy. Pozostaje iść prosto przed siebie i mieć nadzieję ,że trafię na drogę.


wtorek, 8 kwietnia 2014

Rozdział 1 [4/4] Dramatyczny błąd

Markus ... mój ukochany ! Co ja bym bez niego zrobiła ? To nieistotne - w tej chwili muszę do niego pojechać !
...
Nareszcie. Dotarłam na 6 piętro. Teraz tylko zapukać i bedę w domu. chwila ... co ...
 - Jasne ,że się z tobą spotkam.  Co Charlie ? 
 Nie , nie jestem zajęty ...
To był głos mojego Markusia. Straciłam nad sobą kontrolę. 
- Markus ,kim jest ta pieprzona Charlie !? Masz mi odpowiedzieć w tej chwili ! - dodatkowo okładałam jego drzwi pięściami. Z każdą sekundą coraz bardziej we mnie wrzało. Zaczęłam kopać bez opamiętania . W tedy otworzył. Wymierzyłam mu pięknego prawego sierpowego w mordę. Nie ważne ,że go kochałam. Jak on może mieć kogoś na boku ?
- Opamiętaj się ! Mówiłem o jutrzejszym spotkaniu u mnie na meczu !
Zrobiło mi się aż zimno. Krzyczę bez powodu na trzy piętra , a ... a ... 
- PO TYM nie wiem ,czy chcę z tobą być. W ostatnich miesiącach bardzo się zmieniłaś - ciągle doszukujesz się u mnie zdrady. Czy ja ci wyglądam na jakiegoś psa ,by ciągle siedzieć w domu i z nikim nie rozmawiać ?! Jesteś jakaś popieprzona kobieto ! To nie jest ta sama Sarah ,którą kochałem .
- Ty ... ze mną zrywasz ?
- Muszę się nad tym poważnie zastanowić.
I zamknął mi drzwi przed nosem .

Boże , co ja zrobiłam ... opierniczyłam Markusa za chęć spotkania się ze znajomą ...  a ja go potrzebuję. Ja go kocham. Moim ostatnim ratunkiem są ... moi rodzice. Muszę tylko wypożyczyć samochód ...
Wybrałam jakiegoś czerwonego Forda i ruszyłam.

Rozdział 1 [3/4] Złamane serce

Gdy małżeństwo tylko zniknęło z pola widzenia ,od razu rzuciłam się na biurko.
"O cholera ,o cholera jest źle ! Jest bardzo źle !" Tyle mój mózg zdołał wykrzesać na widok tych stert papieru. "Dobra , może ... zobaczę co ja tu mam ... podanie o prace ... rachunki ... rachunki ... rachunki ... Nie ja tego nie przerobię ! Potrzebuję pomocy . Może Miki ma chwilę." 

Jak tu opisać Miki ... ona jest po prostu pupilką szefa. Nigdy się nie męczy ,zawsze uśmiechnięta ,24 godziny na kawie. A co ważniejsze - chyba coś do mnie czuje. Wiem ,to wredne ,ale cel uświęca środki.

- Hej Mik ! Co tam ?
- O ... em ... ja właśnie skończyłam moją pracę. Ale dopiero co przyszłam ,więc pobędę tu jeszcze godzinę ... a ty ? Wszystko dobrze ?
- Ta , nie za bardzo ...
- Co się stało ?
- Miałam wczoraj gości i rozmawialiśmy do pierwszej w nocy ,a mam jeszcze dużo pracy ... a ja ledwo myślę ... - wycedziłam na poczekaniu.
- Hej ,może ci pomogę ?
- A mogłabyś ?
- Pewnie ! Jesteś, em fajną dziewczyną !

Misja zakończona sukcesem. Ale tego jest tyle ,że nawet ona tego nie ogarnie w ciągu ... godziny. Super. Cholernie wspaniale. Chociaż ... eh to jest ryzykowne ...

- Miki ,nie musisz przypadkiem do toalety ? Podobno przed chwilą wypiłaś dwa duże kubki kawy.
- Trzy. Iii chyba masz rację ... Poczekaj chwilę ....

Udało się. Teraz tylko wprowadzić mój plan w życie i będzie doskonale.

Zaczęłam "segregację".  
- Muszę tylko usunąć podania o pracę , CV i inne bzdety. Szybko , szybciej! Trzeba usunąć jak najwięcej ! - mówiłam do siebie
...
- Dobra ,sterta zmniejszyła się o około jedną trzecią. Jest postęp. Co ja tu teraz mam ? Reklamy ? A won mi z tym !
...
- Uff ,długo jej nie ma. 
Muszę po nią pójść. Może się zaklinowała ?
 
-Miki , jesteś tam ? 
Cisza
-Miki ?
Znowu nic. Chyba jej nie ma. Gdzie ona mogła pójść ? Nie ważne - muszę dokończyć pracę - tylko pół godziny ,a ja jeszcze mam trochę pracy.

Wróciłam na moje stanowisko i ... nie mogę , nie możliwe - szef przegląda niszczarkę ,a nad nim Miki ! Jak ta torba tak mogła ?

- Dobrze , żeś w końcu przyszła .- wysyczał szef - Już wszystko wiem dzięki Miki. I zwalniam cię.
Zbaraniałam. Szef jest czerwony ze złości ,tak bardzo , że nawet Angela mi nie pomoże ...
- Wybacz Sarah ... 
- Skąd ty o tym wiedziałaś ?!
- Kiedy wróciłam z toalety ,usłyszałam twój plan i ...
- To taka z ciebie koleżanka ?! Myślałam że mnie lubisz !
- I cię lubię ,ale ...
- Ale co ?!
- Praca zobowiązuje ...
Nie wytrzymałam. Postanowiłam pojechać do Marka. On mi na pewno pomoże.

sobota, 5 kwietnia 2014

Rozdział 1 [2/4] Kłótnia

Pustka w głowie ,a czas leci . Póki co ,może chociaż zorientuję się ,z czym muszę się zmierzyć.

"Nareszcie dotarłam do pracy" - pomyślałam - "Byle tylko mnie nie zauważył ... O cholera , szef tu idzie.". Moje spotkania z Kauftmachem nigdy nie należały do przyjemnych - ile razy dziennie się spotykaliśmy ,tyle się ze mną kłócił. Ale teraz miał na co się gniewać ... oj , miał ...

- Sarah ,znowu się spóźniłaś ,do cholery ! A cię prosiłem ! Za każdym razem mówisz mi ,że się poprawisz - ale teraz ja ... JA ...
- Kotuś , nie powinieneś się denerwować ,to ci tylko podwyższa ciśnienie.Wiesz jak daleko ona mieszka. Poza tym , zołść piękności szkodzi , ty mój przystojniaku. - odezwał się głos mojego anioła - żony szefa , Angeli .

Kauftmachowie są ciekawą parką - on jest wysokim bałwanem o surowych rysach ,ona - pulchną ,kochaną kobietą ,podobną do drugiej matki. Marta ,sprzątaczka i moja dość dobra znajoma ,która zna ich od bardzo dawna ,wyjawiła mi główny powód jego zgorzknienia - tzw. "wycieczkę". 
Od dość dawna planowali wyjechać nad jezioro - ognisko ,samotność nocą , gorąca czekolada dawały im obraz romantycznie spędzanego czasu . Gdyby wiedzieli ,jak bardzo się mylili. Niewinny wyjazd przerodził się w najgorszy dzień w ich życiu - tego też dnia , w czasie powrotu do domu , mieli wypadek samochodowy. Tak się składało ,że była w siódmym  miesiącu ciąży . Jak łatwo możecie się domyślić , dziecko tego nie przeżyło. Doznała także poważnych obrażeń macicy - wystarczających ,by nie mogli sobie już nigdy pozwolić na biologicznego potomka. Dramat wzięty rodem z filmu ,ale jednak prawdziwy.

Do dzisiaj zastanawia mnie ,jak może ona z siebie wykrzesać tyle dobroci ? W imię czego ? Nie wygląda no kogoś ,kto za wszelką cenę chce sobie kogoś zaskarbić - nikogo nigdy w życiu nie wykorzystała ,chyba ,że o czymś nie wiem. Ale po co ? Jest zdolna ,  wykształcona , uprzejma ... jest wzorem do naśladowania.

- Ale nie będę trzymał tej cholernej pijawki ! Za co ona chce tu pracować ?! Za opierdalanie się ?!
- Kotuś , porozmawiajmy w twoim gabinecie . 
Tym razem nie protestował - dobrowolnie poddał się woli żony i odszedł z nią na moment. Mam nadzieją ,ze na dłuższy.


piątek, 4 kwietnia 2014

Rozdział 1 [1/4] Pobudka

Centrum miasta. Chicago - Nowy Jork ,godzina 8.13

  Obudziłam się w moim , jak zwykle , zagraconym pokoju. Codziennie rano sobie przyrzekam , że zrobię tu w końcu porządek. I tak się już zbieram od kilku miesięcy. Chwila ... gdzie jest budzik ? Aa , tu... CHOLERA ! Zaraz spóźnię się do pracy !

  Tak wygląda każdy mój poranek - zaspać ,by potem lecieć na zbity pysk do pracy , następnie zapomnieć biletu i na końcu wściekać się ,że znowu trzeba wchodzić na samą górę (mieszkam na 20 piętrze ,a winda zepsuła się pół roku temu ... zostawię to bez komentarza) .

  Jednak dzisiaj nie powinnam , ba ,nie mogłam się spóźnić ! Dzisiaj miał nas odwiedzić inspektor ,a więc "Best Glas!" musi  zaprezentować się z jak najlepszej strony ,co oznacza dla mnie dużo papierkowej roboty (jestem tam sekretarką). 
  Nie brzmi to najgorzej ,nie ? To was (albo mnie) zmartwię - dokumenty zalegają u mnie odkąd rozpoczęłam pracę. A już tu jestem od półtora roku.

  Dla jednych autobusy to miejsce irytacji ,dla innych - sposób na dość głośne konwersacje. A dla mnie to sala strategiczna - większość moich pomysłów na firmę zrodziła się właśnie tutaj. Tym razem mam nie lada wyzwanie - jak w ciągu około 3 godzin załatwić dokumenty sprzed 18 miesięcy ?