Ciepło delikatnie muskające moją skórę. Zapach herbaty i kwiatów. Muzyka. I wspomnienia.
Ocknęłam się w ogrodzie , siedząc na białym, plastikowym krześle. Na tą myśl przypomniała mi się babcia w ogródku - czy ja jestem aż tak stara ? Było południe , a mnie otaczały stada róż, których liczba , i wielobarwność , była przytłaczająca. Razem tworzyły czerwono-biało-złote obozowisko. Ja sama , wraz z znajdującym się obok mnie stolikiem z filiżankami i dzbankiem do herbaty , byliśmy tuż przy granicy kwiatowego płotu. Poczułam , że coś po mnie chodzi. Gwałtownie się poruszyłam i okazało się ,że to był jeden z licznych białych motyli. Nienawidzę owadów. Kilka metrów ode mnie leżał koc w czerwono-białą kratkę , na nim zaś kosz piknikowy.
Dopiero po chwili zauważyłam dwie rzeczy : po pierwsze , że ten samozwańczy przeze mnie obóz był ogrodem przylegającym do tego nawiedzonego domu , z tą różnicą ,że mieszkanie było zadbane - okna umyte , a dach załatany. Drugim , jeszcze większym odkryciem , był fakt ,że poza tym budynkiem , były inne , podobne do niego ! Na zewnątrz ludzie odpoczywali - jedni grali na instrumentach , inni spali na słońcu , gospodynie domowe opiekowały się ogrodem , dzieci bawiły , sąsiadka obok nawet tańczyła. Po ich ubiorze sądzę ,że to były czasy koło osiemnastego wieku. Nikt nie zwracał na mnie uwagi. Nie jestem chyba tak stara ,że jestem już martwa , a to ,co tutaj teraz siedzi , to mój duch ?
Akurat teraz wyszli gospodarze nawiedzonego domu - wysoki mąż i żona podobna do mojej matki. Za rękę trzymała ją mała dziewczynka w zwiewnej , jasnej sukience. Malutka trzymała pluszaka-baranka. Cała trójka miała ten sam kolor skóry , co ja.
Rodzina poszła usiąść przy kocu ,ale córka widocznie nie chciała jeść. Wstała od pikniku i zaczęła chodzić po ogrodzie . Znudziło się jej chodzenie , to zaczęła biegać. Musiało jej to sprawiać radość. Zobaczyła motyla - postanowiła go gonić. Pościg trwał aż do momentu ,gdy zapatrzyła się na niego i uderzyła w stół , obok którego siedziałam. Z taką siłą w niego wbiegła ,że aż go przewróciła ,tłukąc zastawę. Na ten dźwięk opiekunowie wstali.
Mężczyzna pośpiesznie zabrał ją do domu , gospodyni natomiast starała się opanować powstały bałagan. Poszłam za nimi aż do kuchni ,a tam panowała atmosfera jak przed burzą - niepokojąca cisza i spokój , mimo tego można tam było wyczuć napięcie."Tatulek" wziął od dziewczynki baranka ,nawet nie patrząc ,czy coś nie stało się dziecku. Zaczęła płakać ,jednak to to go nie obchodziło - jedynie poszedł na górę i prawdopodobnie schował misia. Matka , po ogarnięciu ogródka weszła do kuchni. Zobaczyła płaczącą córkę - powiedziała bez emocji "Uważaj na przyszłość " i dołączyła do męża. Kiedy znikła z pola widzenia , mała wyszeptała "Mamusiu ,tatusiu ,nie zostawiajcie mnie." i upadła na ziemię , cicho szlochając. I w tedy wspomnienie się rozmyło ...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz