Obudziłam się w salonie , kiedy w kominku płonął wesoły płomień . Mój zegarek wskazywał godzinę 5 nad ranem .Teraz miałam okazję wypróbować kanapę - miękka , wygodna , czyli doskonałe miejsce na ucięcie sobie stuletniej drzemki . Albo wzięcie dobrej książki w zimowy wieczór , popijając to wszystko czekoladą ... cudowne uczucie. Jednak od mojego wyobrażenia dzieliła mnie jedna ważna rzecz - i nie jest nią czekolada. Czułam zagrożenie ze strony tej kobiety ...
lepiej uciec z tego domu. Nie wiadomo ,może to jakaś psychopatka lub pedofilką . Nawet gdyby była klaunem , nie zmieniłoby to sytuacji . Dobra , pora wstać i wyjść. Tak też ,rzecz jasna ,uczyniłam. Nie potrzebuję do takich rzeczy zaproszenia . Podchodzę do drzwi , łapię klamkę i gwałtownie odsuwam rękę . Ona była lodowata do tego stopnia , że aż parzyła .
"Co to ma być ? Jakieś żarty ? Ja się bynajmniej nie uśmiałam ." W tym momencie całe drzwi pokryły się grubą warstwą szronu .
"Em ... jest jesień ,ale bez przesady . Nie chcę tu zginąć ! Jeżeli nie mogę wyjść normalnie ,to wyjdę oknem. Nie jest wysoko , dam radę . "
I tu przeżyłam jeszcze większe zdziwienie - obszedłam każde okno i każde z nich było pokryte lodem - tak dużą warstwą ,że nawet światło nie było w stanie się przez nią przebić. To nie było na pewno normalne . Czyli Paranormal Activity nie kłamało ? Hmm ... moim jedynym wyjściem może być wejście na górę oraz modlenie się ,aby tam okna nie zamarzły i bym nie spotkała tamtej wariatki.
Patrząc z dołu , górne piętro nie zachęcało do odwiedzenia go - a przynajmniej sugerował to brak światła. Uprzednio upewniłam się ,czy na dole nie ma żadnego włącznika i , oczywiście , go nie było ! Bo to jest takie logiczne ,by nie dać tak prostej rzeczy na parterze ... brzmi jak jakiś durny , niskobudżetowy horror ,ale w realu , i to w takich okolicznościach , nie wygląda tak zabawnie. Wchodzę na pierwszy ( i to ten najgorszy ) stopień , po czym rozległ się typowy skrzyp. Utrzymując spokój , dotarłam na górę. Hol , dzięki Bogu , nie był bardzo długi , toteż bezproblemowo znalazłam włącznik światła. Wraz z tym cudownym pstryknięciem , cały korytarz zalał się przyjemnym światłem ,które mogło tylko cieszyć . Pomieszczenie było kolorystycznie identyczne do przebieralni . Poza tym , na ścianach wisiały złote kinkiety i trzy obrazy - jednak wszystkie były szare. Po lewej stronie od schodów majaczyło troje drzwi . Czyli tutaj mieszkała rodzina z dwójką dzieci , albo z dziadkami , rodzicami , i jednym dzieckiem . Ale to były szczegóły ,w porównaniu z tym , że na końcu korytarza było okno ! Dodatkowo chyba nie było zamarznięte ! Przebiegłam bezmyślnie cały korytarz , dotarłam do upragnionego obiektu i ... o dziwo , ucieszyłam się. Z tego miejsca miałam widok na ogród ,a właściwie ,to na jego koniec. A w nim stała ta kobieta ! Cudownie ! Ona tu nie wejdzie , chyba ,że opanowała teleportację . Patrzyła na ten dom z siłą arktycznego mrozu - czułam to ,mimo ,że nie spojrzała się na mnie ani razu . Czego może ona chcieć od tego budynku ? Żeby się rozpadł ?
W tym momencie całą szybę pokryła ta sama skorupa lodowa. Czyżby ten dom zamarzał przez nią ? Jest czarodziejką czy jak ?!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz