niedziela, 11 maja 2014

Rozdział 3 [6/x] Dwóch to para, a trzech to tłok ...

Opiekunka bardzo mocno przeżyła utratę ojca. Cud ,że się jakoś poskładała do kupy. Jest zima i nie będzie mnie dłużej w domu. Uczeń mojej żony poprosił ją o dodatkowe lekcje , więc potrzebujemy więcej pomocy - na szczęście mamy Susan ! 30 stycznia 1901 r - umiera ich syn. Nie stwierdzono kto jest sprawcą  - wiadomo tylko , że było włamanie do domu i ktoś go zabił poprzez wstrzyknięcie spirytusu nierafinowanego do obiegu krwionośnego dziecka. W tym celu użyto strzykawki doktora. Jednak to nie mógł być on ,ponieważ wówczas on i jego żona byli w pracy. Podejrzenia padły na Susan. - miała świetny motyw - zemsta z powodu nieuratowania ojca to doskonały pretekst. Śledczy popytali jej sąsiadów ,czy ostatnio robiła coś dziwnego - pewna sąsiadka zeznała ,że widziała ,jak wnosi jakąś paczkę do domu , inny jeszcze zeznał ,że poszła do faceta ,który był już karany za drobne przestępstwa. W końcu udowodniono jej winę - pewnego razu doktor zostawił w domu torbę i poszła mu ją przynieść , uprzednio zabierając jedną ze strzykawek. Później kupiła na czarnym rynku spirytus i nóż do cięci szkła. Alkohol posłużył za truciznę , natomiast nożykiem upozorowała włamanie , poprzez wycięcie w oknie dziury , łudząco podobnej do normalnie wybitej. Nie pomyślała tylko o dwóch rzeczach - o ciekawości sąsiadów oraz o zdobyciu na własną rękę strzykawki. Poza tym plan obmyśliła doskonale - ona jest tylko opiekunką , ma bardzo dobre opinie. Chłopiec nic nie mówił , więc nikt nie mógł usłyszeć jego krzyku. Mogła go otruć kiedy dziewczynki spały. Plan godny Sherlock'a Holms'a . Kobieta trafiła do więzienia na dożywocie.
Utratę dziecka rodzina przeżyła w sposób godny osoby odznaczonej Krzyżem Wiktorii - nie robiła tego w sposób widowiskowy , by tylko pokazać ,jakim to jest się ubolałym po stracie drugiej osoby ,a w duszy liczyć na pocieszenie i rozgłos - oni cierpieli dla niego. Tym samym darzyli jeszcze większą miłością ich ocalałe córki. One same przyjęły postawę jakby postu. Postanowiły nie sprawiać problemu swoim rodzicom i grzecznie się uczyć. Pomimo tak młodego wieku zachowywały się bardzo dojrzale.
Natura obdarzyła je fascynującą urodą. Obie były podobne ,ale mimo to - w pewnym stopniu różne. Włosy Julii były barwy ciemnej ,mlecznej czekolady , dodatkowo miały tendencje do kręcenia się. Oczy odziedziczyła po matce - duże i złote , a także cieplejszą karnację. Maria była ,w przeciwieństwie do siostry, bledsza, z włosami czarnymi jak noc i prostymi jak druty. Patrzyła na świat poprzez szare , a zarazem inteligentne oczy. Gdy stały obok siebie ,wyglądały jak córki dnia i nocy.
Obie łączyły w sposób idealny piękno i inteligencję. Córka słońca kochała nad wszystko dwie rzeczy - taniec i muzykę , którym to oddawały się w każdej wolnej chwili. W szkole najbardziej lubiła historię i muzykę , mimo , że nie zawsze miała z nich świetne oceny. Siostra północy wdała się w matkę - pasjonowały ją malarstwo , rysowanie oraz robótki ręczne.  Ich wspólnym upodobaniem były kwiaty - te dwie znały o wiele więcej roślin ozdobnych niż wszystkie dziewczynki w ich wieku razem wzięte. Jednak i tutaj miały podziały między ulubionymi kwiatami - Julcia preferowała tulipany i słoneczniki twierdząc , że rozjaśniają ogród i przyciągają uwagę przechodniów. Maria stawiała na elegancję - według niej róże oraz hortensje były o wiele lepsze od kwiatów swojej siostry - "Dom jest miejscem ,gdzie człowiek powinien wypoczywać. A najlepszy wypoczynek przynoszą widoki łagodne i subtelne - a więc hortensje i róże." - tak kiedyś powiedziała. Lubiły ze sobą w tej dziedzinie rywalizować. Kiedyś nawet założyły się , że wyhodują niebieską różę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz