Centrum miasta. Chicago - Nowy Jork ,godzina 8.13
Obudziłam się w moim , jak zwykle , zagraconym pokoju. Codziennie rano sobie przyrzekam , że zrobię tu w końcu porządek. I tak się już zbieram od kilku miesięcy. Chwila ... gdzie jest budzik ? Aa , tu... CHOLERA ! Zaraz spóźnię się do pracy !
Tak wygląda każdy mój poranek - zaspać ,by potem lecieć na zbity pysk do pracy , następnie zapomnieć biletu i na końcu wściekać się ,że znowu trzeba wchodzić na samą górę (mieszkam na 20 piętrze ,a winda zepsuła się pół roku temu ... zostawię to bez komentarza) .
Jednak dzisiaj nie powinnam , ba ,nie mogłam się spóźnić ! Dzisiaj miał nas odwiedzić inspektor ,a więc "Best Glas!" musi zaprezentować się z jak najlepszej strony ,co oznacza dla mnie dużo papierkowej roboty (jestem tam sekretarką).
Nie brzmi to najgorzej ,nie ? To was (albo mnie) zmartwię - dokumenty zalegają u mnie odkąd rozpoczęłam pracę. A już tu jestem od półtora roku.
Dla jednych autobusy to miejsce irytacji ,dla innych - sposób na dość głośne konwersacje. A dla mnie to sala strategiczna - większość moich pomysłów na firmę zrodziła się właśnie tutaj. Tym razem mam nie lada wyzwanie - jak w ciągu około 3 godzin załatwić dokumenty sprzed 18 miesięcy ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz