Julia miała już 19 lat. Zimą 1916 roku do osiedla przenosi się chłopak w wieku dziewczyny, Alexander Abandar. Od razu wpadł w oko dziewczynie, co z biegiem czasu przyniosło nowe uczucie - miłość.
Wszystko zdawało się iść w dobrym kierunku, w 1918 odbył się ślub, a jakiś czas potem świeżo upieczona żona zaszła w ciążę. Niestety, wystąpiły powikłania i były dwie opcje - przeżyje albo Julia, albo dziecko... pomimo sprzeciwów męża, Julia wybrała dziecko. Jej ostatnią wolą było, by nowo urodzoną dziewczynkę nazwać na cześć jej zmarłej siostry. Alexander natomiast, będący na skraju załamania nerwowego po śmierci żony, błagał wręcz, by na drugie miała Julia... W ten oto sposób przypieczętowano żywot obu sióstr. Maria Julie Abandar, tak brzmiało pełne imię dziecka.
Miesiąc po nieszczęsnych narodzinach, Alexy, będąc pod wpływem alkoholu, spowodował wypadek drogowy,w wyniku którego odszedł. Maria musiała zostać pod opieką dziadków i przyjęła przeklęte nazwisko Sloth.
A co na to wszystko dziadkowie? Oni zobojętnieli na wszystko, a we wnuczce widzieli powód śmierci ich ostatniego dziecka, dlatego traktowali ją odrobinę... a właściwie nawet dosyć mocno szorstko. Ukrywali fakt, że byli tak naprawdę jej dziadkami. Po co? Nie wiadomo. Może nie chcieli przywoływać bolesnych wspomnień, które i tak przybywały z każdym spojrzeniem na Marię... była ona podobna do Julii, jednak miała kilka istotnych różnic - jej włosy były zupełnie czarne i proste, a oczy ciemne jak obsydian. Dodatkowo, miała charakterystyczny nosek... dziecko określano jako wyjątkowe... pogodne... zupełnie, jak matka...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz