Na drugim końcu korytarza stał typowy , czarny fortepian czekający tylko ,aż ktoś dosiądzie tego ciemnego rumaka i wydobędzie jego potencjał. Tuż obok niego stał ogromny regał , wykonany z , cóż to za zaskoczenie , drewna o barwie gorzkiej czekolady. Na każdej półce stały książki oprawione w skóry ,ze złotymi tabliczkami ,na których widniały tytuły tych lektur. Cechowała je bardzo duża różnorodność - jedne były nowe , jakby dopiero co oprawione ,na innych czas zaznaczył swoja obecność - prawdopodobnie ,gdybym je otworzyła ,poczułabym ten miły zapach starego papieru.Obok regału był kolejny łuk - ten prowadził do kuchni.
To miejsce przywodziło mi na myśl lata 80-90. Co prawda pewne elementy zostały zaczerpnięte z salonu , np. drewniane szafki i inna zapuszczona roślinka w koncie , ale miała ona w sobie tą ... radość. Te krzesła bez poduszek , obrus w czerwono - białą kratkę , na środku stołu miska z owocami , czarno - białe kafelki , przywodzące na myśl parkiet taneczny w klubie disco ... czuję aż euforię , z powodu tego miejsca !
"Brrruuuur"
"Co to ? A , to mój brzuch. jeszcze nic nie jadłam. Nie mam jedzenia ... a miętówką się nie najem."
W tym momencie mój wzrok padł na miskę z owocami.
"Właściwie ... co mi szkodzi ? I tak tu nikogo nie ma. "
Wzięłam jabłko ,ugryzłam i stwierdziłam , że jest niedojrzałe. Biorę pomarańcz ... to samo. Nie muszę mówić ,że z bananem i śliwkami było tak samo. Lekko zirytowana wyrzuciłam je i pomyślałam o ...
"Lodówka."
Wielkie było moje zdziwienie i rozczarowanie nie widok pustej lodówki.
"No trudno."
Cofnęłam się do salonu , i ... zamarłam. Tutaj koś jest. To jest chyba kobieta . Stoi do mnie tyłem , i mnie nie widzi.
"Dobra ,mogę mieś jakieś szanse w walce z nią. Jak się na mnie rzuci ,to mogę pobiec po nóż ... jest bardzo blisko mnie. Uda mi się."
W tej chwili postać odwraca się , i ...
- Co do ... - wymsknęło mi się.
Ta kobieta była taka sama ,jak ja - tyle ,że była ... koścista. To znaczy ,nie ,nie była kościotrupem ,ale kości były u niej bardzo widoczne ,pomimo tej dziwnej sukni. A suknia była bardzo ciekawa - długa , barwy gołębiej i bez ramion. Do górnej części , w miejscu ,gdzie teoretycznie powinny zaczynać się rękawy , doszyto liczne perły. Poza tą dekoracją ,przód i tył były ubogie. Dolną partię pokryto misterną , srebrną "mgiełką" ułożoną w nieładzie. Gdzieniegdzie , od bioder w dół , zwisały linki , a na ich końcu doczepiono szklane kule ,a w nich znajdowały się białe pióra.
Postać nie miała groźnego wyrazu twarzy ,ale z oczu promieniowała wrogość , gniew i chłód.
W pewnym momencie postać zaczęła krzyczeć ,czy raczej artykułować wysokie , wręcz mechaniczne krzyki. Wprawiło to mnie w osłupienie - na tym jej zależało. Zaczęła unosić się , jak marionetka na nitkach , nad ziemią i poleciała w moją stronę .
"To koniec." - pomyślałam.
Wtedy zemdlałam drugi raz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz